|
Archiwum
Zakładki:
Ci Których Tam Nie Ma;)
Najmłodsza:)
Po Co Zakładki Skoro Są Tam i Trochę Tu;)
|
wtorek, 09 lutego 2010
Ekhe, ekhe, smarku, smark
nie udało się. Nie udało mi się obronić przed siewcą zarazy wszelakiej- czyli Onym, który mądrala jeden może faszerować się antybiotykiem i innymi specyfikami... Dokładnie wczoraj w godzinach wieczornych poczułam ,że zaczynam/jestem chora...jakże dawno zapomniane drapanie w gardle, suchość, obolałe migdałki i wrażliwe uszy oraz katar nie pozwalający na swobodny oddech uderzyły nagle i znienacka ( jakby kurna słyszały, że chwaliłam się swoją odpornością na wszelkie grypy i pochodne;))... Tak więc za mną noc koszmarna po prostu ...samopoczucie w skali 1-10 MINUS 7 ( te trzy zostawiam sobie na ewentualne pojawienie się gorączki- bo jak zwykle jej nie mam- a jak dostanę to zapewne umrę) a jeszcze MUSZĘ jechać do pobliskiego miasta, w którym to sobie znalazła szkołę JeszczeNajmłodsza w celu spotkania związanego z udziałem Rzeczonej w projekcie- obecność ( kurna chata) obowiązkowa... nie wiem jak to przeżyję...już obmyślam chytry plan wypchnięcia Onego...;) w końcu Ciężarna żona to priorytet:) Tak więc po dokonaniu tego wpisu idę wrzucić coś na ząb- bo się dziecię domaga żarcia;) ( a równie dobrze mogłabym żreć karmę królika czy psa bo i tak smaku nie czuję)...i po dokonaniu tej czynności- zalegnę...i będę się użałać nad swym losem...;)
niedziela, 07 lutego 2010
Separacja
Ony sobie pozwolił na zachorowanie...bezczelny...ma jak najbardziej objawy grypowe- a grypa jest wrogiem number one for me....więc...nie ma to tamto...SEPARACJA KONIECZNA... a stwierdzam, że nie lubię sama spać...jakoś mi za dużo miejsca;) nie mogę się wyzewnętrzać przedsennie i nie mam z kim walczyć o...kołdrę...łeeeeeee...nudaaaa;) poza tym Ony okupuje salonowe łóżko...i panuje ogólny ...burdel;) rzecz jasna popisowo przy tym kaszle, charczy i mówi bardzo seksownym głosem;)...a wygląda niestety mało ponętnie;) ot taki zgrzyt między głosem a wyglądem;)... na razie ratuje się teraflu i syropkiem na kaszel...lecz wygląda na to ,że dwa weekendowe dni nie wystarczą na wyleczenie... a chory mąż w domu....to....KATASTROFA... Poza tym wszystko inne bez zmian: Amelka popisowo kopie, brzuch poprawnie wydęty, odświeżone farbą włosy lśnią i nie domagają się jeszcze ścięcia, Latorośle Starsze jakoś tak fajnie się dogadują ze sobą i ze wszystkimi- czyli życie rodzinne kwitnie, zaokiennie wciąż aura mocno zimowa- ale biorąc pod uwagę wpisy Iksi- powinnam dziękować za TAKĄ zimę tutaj;), Figa szaleje,jako że ma dni "na chłopa" czyt. należy cieczkę i chciałaby wyłazić w poszukiwaniu okazji z częstotliwością przekraczającą jakiekolwiek normy i tak to sobie jakoś jest... no:) tylko ten chory mąż...ech:(
piątek, 05 lutego 2010
Słońce
czyli powinien powstać wpis optymistyczny;) No bo faktem jest ,że gdy świat się opromieni jakoś tak lepiej człowiekowi...ale...ALE...( a co ale być musi) takie opromienienie bezwzględnie pokazuje wirujący kurz w powietrzu i klasycznie osiadający na sprzęcie i meblach...rozświetla wszędzie rozsiawające się kłaki zwierząt wszelakich...pokazuje zakurzone i brudne okna... czyli jak widać wyżej włączyło mi się pedantyczne nastawienie do życia...i generalnie wszystko to delikatnie ujmując wnerwia mnie... i być może przeszłoby mi- gdyby nie to ,że moje osobiste ograniczenie w postaci rozdętego brzuszyska , upośledzonej ruchliwości i przy "byle czynności wymagającej troszkę wysiłku" przejmujący ból podbrzusza...NIE POZWALA mi na zrobienie porządku z tym wszystkim... czyli są chęci- a nawet nagląca potrzeba jest...a sił brak- ot pokrętność losu... zapewne i tak zakasam rękawy- bo NIE WYTRZYMAM;)!- nagle sobie uświadomiłam ,że tutaj odzywają się geny Ojca- na szczęście napadowo;) który to potrafił złapać za kark i rzec- widzisz TU jeszcze jest paproch! ( oczywiście ja jestem w wersji lajt a Ojciec to inna bajka - niekoniecznie fajna) Ja na szczęście za kark nie łapię...ale potrafiłam być jędzowato-marudna i OCZYWIŚCIE nikt mnie nie rozumiał! Czyli jest to MÓJ problem- bo tylko mnie to wszystko przeszkadza...tia... ech.. no nie wytrzymam... idę sobie powalczyć z...kurzem , kłakami i takimi tam;)
czwartek, 04 lutego 2010
Dziwne
świat zaokienny iskrzy się nareszcie w promieniach słońca.... a mnie...wszystko ( uwaga przekleństwo osobom do lat 18-tu nie wolno czytać) WKURWIA!!! i nawet nie będę wymieniać dlaczego i co- bo i po co WSZYSTKO to WSZYSTKO i basta! wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
środa, 03 lutego 2010
Tęsknota
Zarzuciłam okiem na zaokienny świat...i....zatęskniłam za zielonością, świergoleniem, zapachem soczystej trawy...jednym słowem za WIOSNĄ... Już się "nasyciłam" zimową aurą...już mnie ta biel w oczy razi...i mam serdecznie dość ubierania się na cebulkę- co powoduje sapkę;) jak u niemowlęcia- bo jakoś tak mi ociężale jest a i wykonanie pochyłów nie jest takie proste... Mam dość siłowania się z kozakami;)...i w ogóle chcę słońca i pierwszych piegów na nosie;) No to powstał taki protest-tekst;) Samopoczucie nadal nijakie- oddychanie trudne, lekkie przyduszanie i takie tam- chyba muszę ten stan zaakceptować i tyle, więc z pokorą biorę na klatę wszystkie dolegliwości i staram się nie marudzić;) Otrzymawszy gotówkę od Osobistego Ojca ( hip hip huraa!)- zamówiłam na necie wózek...i generalnie dużo innych rzeczy pozamawiałam...a część skutecznie wylicytowałam za grosze- co oczywiście bardzo mnie cieszy...bo mam jakąś obsesję ostatnio, że muszę- MUSZĘ! wszystko zabezpieczyć "w razie czego"...tzn. gdyby jakiś nieoczekiwany szpital albo cuś...to ja muszę mieć pewność ,że Amelka jest zabezpieczona...jakoś tak z góry założyłam ,że Ony nie bardzo by dał radę;)... Oszalałam na widok pewnej sukieneczki...:)i wyallegrowałam za śmieszne 10 zł:) i jestem cała hepi:)... No jakoś mnie tak pokręciło...ale na szczęście topniejące środki na koncie...powstrzymują mnie od dalszych poszukiwań;)...czyli ciąg dalszy uzupełniania TegoCoPotrzebne w miesiącu marcu... Bo może ten wpis brzmi jakoś tak nierozsądnie...ale te zakupy są naprawdę przemyślane i nic ponad to co niezbędne- muszę się pousprawiedliwiać... i w tyłku mam przesądy, że za wcześnie, że przynosi pecha takie kupowanie, że się czeka do porodu...czy ledwie przed... bo wiem...że jak już WSZYSTKO będę mieć...będę mogła sobie spokojnie "ciążyć" dalej...i bezstresowo czekać na przyjście dziecięcia na ten świat:) i mam dylemat " ściąć włosy czy nie"...jeszcze wczoraj byłam zdecydowana podciąć grzywkę i długość kudełków...a dziś jakoś mi się taki fajny nieład na łepetynie zrobił , który autentycznie mi się "podobuje" - no i pewność co do ścięcia minęła... czyli odpuszczę sobie fryzjera...no i będę szczera- zarówno aura zaokienna jak i perspektywa odziewania się na eskimosa bardzo mnie zniechęca;) Wiosno, wiosno gdzie jesteś?????
poniedziałek, 01 lutego 2010
Luty
jakby nie było już jest... Nareszcie jestem sama;) - to piszę ja- ostatnio marudząca na brak towarzystwa;)...ale weekend z chałupą pełną jakoś wyjątkowo mi zabezpieczył owo pragnienie...zwłaszcza ,że Średnia i Najmłodsza ( kurczę to jakie określenie dla Amelki?) przeszły same siebie w ...hałaśliwości W każdym razie luty- to jak zdążyła mi donieść Stokrotka- rozpoczyna się taniochą dla maluszka w Lidlu;)...moim bardzo kiepskim samopoczuciem- nie mogę jakoś tak oddychać...dziwne to i niepokojące bardzo...w ogóle dopada mnie etap pt. "czy wszystko w porządku Amelko- jakoś mniej kopiesz"... generalnie jest mi niefajnie przy tym pierwszym lutowym poniedziałku...a zapach gotowania dosłownie przyprawia mnie o mdłości....i będzie WIELKIM POŚWIĘCENIEM ugotowanie tej grochówki...brrr... Pojawiła się też bardzo dobra wiadomość wczoraj- otóż znalazł się sponsor na wózek dla Amelki:) w postaci Ojca Osobistego...ach czemuż, to czemu nie był taki za moich młodych lat? choć z drugij strony lepiej późno niż wcale- a jednak sprawdza się moja metoda...kochania za tych co kochać nie potrafią...ale nie będę się nad tym rozwodzić- kto mnie czytał wcześniej ten wie a kto mnie nie czytał...to trudno;) Jedyne o co proszę w dzisiejszym dniu to o SWOBODNY ODDECH....
sobota, 30 stycznia 2010
Randewu
...Osobisty Ony zaprosił mnie na randewu...;) czyli do ...kina...na "Księgę ocalenia"... jeszcze nie wiem czy film mnie urzekł...czy zmęczył...czy rozczarował...w każdym razie z pewnością można sobie podyskutować - co też uczyniliśmy:) No ale skoro kino mieści się w centrum handlowym...to jakoś tak się połaziło i np trafiło się na totalną wyprzedaż gdzieniegdzie;)...dzięki temu są dwie fajne torby dla dziewczyn - po 5 zł każda i zimowa kurtka na przyszły rok dla mnie w kolorze fajnej zieleni...za śmieszne 19 zł:) a później w ramach spaceru dotarliśmy do tesco...i co- ano pstro? po przecenie ciuszków dziecięcych pozostało tylko echo...jedyne co udało mi się kupić...to prześliczne ...butki...które mnie zauroczyły po prostui dzieś tam ukryte się uchowały i jakąś czapeczkę na "starszą główkę" za to przesympatyczną i tyle... oczywiście trafiłam też coś dla siebie- co się zwie szlafrok...też na wyprzedaży- bądź jak kto woli promocji;) w każdym razie tanio...i po zastanowieniu uznałam...że rozmiar S może być za mały- więc wzięłam M...i po przymiarce okazało się ,że oczywiście ta M-ka jest ZA DUŻA...jakoś tak mam widocznie wypaczony obraz siebie;) ale dupa tam do szpitala może być...i tak raczej należę do nieszlafrokowych kobiet... w rezultacie...zostały jeszcze zrobione zakupy ogólno-rodzinno-jedzeniowe i...w portfelu jakoś tak się pusto zrobiło... za to lodówka aż sapie z zadowolenia...:) i takie to nasze randkowanie... ech;)
piątek, 29 stycznia 2010
Allegro
wtopiło mnie maksymalnie... Siedzę, przeglądam , wrzucam do obserwowanych...potem część sama przepada bo mija czas aukcji , część sama usuwam...po to by znów...wrzucać kolejne... autentycznie dostałam jakiegoś - uwaga użyję niecenzuralnego słowa- pierdolca... i najgorsze jest to ,że ja szukam....wszystkiego...a jak każdy wie , że często wszystko oznacza nic... i najśmieszniejsze jest to, że po uregulowaniu w dniu dzisiejszym wszystkich opłat...tak naprawdę na NIC tylko mam;)... tak więc chusta dla dzidziusia po cenie promocyjnej- musi poczekać do lutego:(... za to znalazłam wózek dla Amelki -polski, lekki i świetnie wyposażony po cenie bardzo przystępnej...i zapewne go nabędę... Oj jakżeby się przydała jakaś rodzina zasobna i do tego chętna do doposażenia Amelki...ale cóż z tych co dają w tej rodzinie to bardziej ja jestem:))))))))... tak więc norma jest zachowana- jak masz liczyć na innych- licz lepiej na siebie:) Wczoraj zrobiłam spis "co już dla Amelki mam" i spis czego potrzebuję...ech...dzięki Stokrotce:) jakoś tak lepiej to pisanie wygląda- bo jest jakiś początek... Za to jutro wyciągam Onego do Tesco- są duże wyprzedaże i promocje w odzieży niemowlęcej...:) No i widzicie prawda? Odbija mi...ja nie wiem co się dzieje...czyżby już ogarnęła mnie totalna monotematyczność? a to dopiero końcówka 22 tygodnia...strach się bać;)
czwartek, 28 stycznia 2010
Plan...
...chytry miałam...ale powstawszy w końcu z łóżka-a ostatnio powstwanie bywa trudne ze względu na trudność rozróżnienia sennych obrazów od rzeczywistości...Dopiero po dłuższym zastanowieniu dociera do mnie , że jestem już w innym- realnym świecie;) tak więc powstawszy z łóżka, rzecz jasna najpierw zapodanie sobie euthyroxu a później rzut oka na świat zaokienny...i... ŁoMatokoJedyna...to jakaś śnieżna nawałnica...tumany bowiem wirują w porywistym wietrze i jakoś tak niekoniecznie jest to widok zachęcający do...spacerów... a ja miałam plan...plan urwania się w świat...dokonania jakiś szalonych zakupów... ale jak łatwo zauważyć pojawił się czas przeszły...bo plan umarł zanim dobrze się ukształtował... bo gdybym miała BARDZO CIEPŁĄ PUCHATĄ KURTKĘ...kosmiczne botki rodem z lat siedemdziesiątych- nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta te buciaska na traktorach , najczęściej w kolorze srebrnym- puchate i autentycznie ciepłe...to kto wie- może chęć przygody zwyciążyłaby ... ale nie mam...jedyna bardzo ciepła kurtka ledwie opina się na brzuchu...pozostaje druga idealna i śliczna- tyle, że taka w sam raz , by zostać sopelkiem;), kozaczki choć wg mnie piękne i wygodne...TAKĄ zimą się nie sprawdzają... i tak staję się niewolnikiem NIE POSIADANIA;) znowu nie mam pomysłu na obiad... a Ony wykonuje jakieś próbki , po których być może dużo się zmieni- ale o tym cicho sza! i tak jestem pleciuga;) No to teraz popijam swoją kawę z mlekiem ( ha! a jednak kawa:)) firmy Caro...;) która nie ma nic wspólnego z magokawą...i nasuwa się mi refleksja ,że o dziwo wcale mi tej kawy nie brakuje:)))))))) i czekam na powrót Onego... bo tym tygodniu poranki spędzam z Nim..:)jak widać oprócz dzisiejszego;)
środa, 27 stycznia 2010
Dziś
...uzmysłowiłam sobie , że jest środa... boszsz- gdzie te moje pełne uwielbienia teksty na cześć tego dnia? jak dużo się zmieniło: nie ma już porannych magokaw... nie ma peanów na cześć rzeczonej środy ach no tak i nie ma pisania w 3 osobie;) Już nie potrzebuję przyglądać się sobie, stawać z boku... Zmiany są nieuniknione ktoś powie i słusznie...oby zmiany te były na lepsze;) U mnie są- reasumując jest nieźle... Mam "swoje" miejsce na ziemi...mam Onego... z programów na "E" dowiedziałam się ,że jestem kuguarem:)...nie dość ,że facet młodszy lat 10...to jeszcze na wzór "gwiazd z najwyższej półki" serwuję sobie dzidziusia w wieku mocno po;)...szkoda, że stopa życiowa jakoś nie wzrosła;) na wzór w/w;) No to takie refleksje mnie naszły na ten moment... a tak w ogóle to czuję się dzisiaj...FATALNIE.... Amelka postanowiła kopać dokładnie w te miejsca, ktore uniemozliwiają oddychanie, bądź swobodne poruszanie się... i jakoś tak mi..."choro i z lekka wściekło"...hmmm
|