|
Archiwum
Zakładki:
|
piątek, 20 listopada 2009
Psu na budę
postanowienie to ja sobie mogłam mieć... i miałam do dziś a dokładnie do godziny 8.35 dnia 20 listopada roku pańskiego 2009 Jako, że jutro jest dzień mój i moich kolegów pracowy a obchodzony z racji piątku dziś- wykonałam telefon do pracy w celu złożenia życzeń-ściślej wykonałam telefon do Szefa i... dowiedziałam się mnóstwo niusów...nie związanych z moją osobą... i usłyszałam, że do pracy mam nie wracać.... "Jak to- rzekłam- nie chcecie mnie???"- z żałością w głosie oczywista Kierownik odpowiedział: "no szczerze to nie...masz dbać o ciążę i siebie i wrócić po macierzyńskim- nic nie da jak przyjdziesz na 2 miesiące i znowu pójdziesz na L-4- no i sama wiesz, że to nie praca dla ciężarnych" "no ale ja chciałam w tych najtrudniejszych miesiącach odciążyć, pomóc..." "Maguś teraz zastępuje cię K. i M. jak wrócisz nie dostaną dodatkowej premii za zastępstwo to raz , a dwa, że już Szefowi Głównemu mówiliśmy, że raczej do października nie wrócisz i jest szansa na zatrudnienie człowieka na zastępstwo a jak chcesz wpaść to tylko towarzysko" "no dobra...skoro tak...to nie będę się wykłócać z ginekologiem..." no i po postanowieniu... zdaje się , że muszę się dostosować do NiePracowania i skupić na wykluwaniu- jak to określiła onegdaj Ake...no i nie muszę szykować ciężkich armat na batalię z Panią Gin o powrót... jakoś tak poczułam się bezrobotnie... ech a... a z okazji jutrzejszego dnia koleżankom i kolegom "po fachu" życzę wszystkiego czego oni sami sobie życzą no i...szczęścia:)
wtorek, 17 listopada 2009
Postanowiłam
...tak nagle w trakcie rozmowy z PracowymiUlubionkami...że koniecznie wracam do pracy... chcę, pragnę, muszę po prostu... Potrzebuję tej atmosfery, tych ludzi i działania czyli mam dość siedzenia w domu... Tak więc postanowiłam...i owe postanowienie przedstawię swojej Pani Gin... i wrócę w grudniu...lalala...przynajmniej tak sądzę i tak chcę!
czwartek, 12 listopada 2009
Inkubator
...ostatnio nie czuję się kobietą...w takim eteryczno-seksualno-poetyckim sensie... Jak to zdaje się Ake napisała w komentarzu- wykluwam Fasolkę... Jestem jak ten żywy inkubator...wszystko toczy się wokół jedzenia, spania i rzygliwego bądź NieRzygliwego samopoczucia... nie ma miejsca na bycie kobietą... podejrzewam ,że Ony zachwytu nie przeżywa...ale cóż jest sprawcą- więc niech ponosi konsekwencje prawdaż? generalnie jestem zmęczona przypadłościami i chcę- och jak bardzo chcę poczuć się pięknie i kobieco...przestać myśleć "jest mi niedobrze"- och jak brakuje mi takich radosnych uniesień... bardzo, bardzo mi brakuje.... a teraz niczym ten inkubator- powolutku rozrastam się tworząc warunki dla Fasolka vel Fasolki...doświadczam tego czego doświadczam....i być może , gdy poczuję w końcu pierwsze ruchy...doświadczę cudownego uczucia...noszenia - jak to określają poetycko- pod sercem Nowego Życia... a teraz... inkubuję ( cholera wie czy to poprawne stwierdzenie) i przez fakt ten nie ma we mnie siły na nic... och jak pragnę znów poczuć się pięknie i kobieco....
poniedziałek, 09 listopada 2009
Jak nie urok...
...to sraczka;) No niezbyt to ładne powiedzenie, ale czasami bywa adekwatne do sytuacji. Otóż bardzo, bardzo dawno temu udalo mi się dostać do ortopedy...z kolankiem ( którego leczenie zostalo wstrzymane) i zablokowanym barkiem ( do tej pory zresztą)...okazało się, że na zlecone zabiegi terminy są odległe...no ale czas zleciał i realizacja terminw owych nadeszła... dokładnie nadeszła dziś... tak więc za ostatnie 2.40 nabyłam bilet w jedną stronę i pojechałam... jak się okazuje "po nic" albowiem mój obecny stan zaciążenia dyskwalifikuje mnie do jakichkolwiek zabiegów oprócz delikatnego masażu- którego oczywiście zleconego nie mam:( tak więc czekałam 3 miesiące tak dla zabawy- jasna ciasna... i może mniej bym to przeżywała, gdyby nie fakt, że od kilku dni łamie mnie choróbsko i zmobilizowanie się do wyjścia łatwe nie było...zwłaszcza, że świat zaokienny prezentuje się zasinieniem, zamgleniem i mokrością....nie mówiąc o tym, że do domu wracałam...piechotą...bo "na gapę" jeździć nie potrafię....jestem z tych pt. "na złodzieju czapka gore"... a blisko to nie było To tyle w kwestii leczenia barku i kręgosłupa... a jeszcze do tego wszystkiego wczoraj wyczułam guzka w okolicy węzła chłonnego na szyi- ale zrzucam to na karb przeziębienia...takiego bardziej z gatunku "grypa" a słowo to przyjaźnie się nie kojarzy... życie ciężarnej w "pewnym" wieku do łatwych nie należy- jednak...ech i rozważam dość poważnie zamknięcie bloga- bo jak łatwo zauważyć...pisanie jakoś mie tak szczególnie nie idzie
piątek, 06 listopada 2009
Coś dla ducha:)
Nie dość ,że wizyta u ulubionej Pani Gin przebiegła wzorcowo- nie sądziłam ,że wielkie zadowolenie spowoduje fakt doznawania przeze mnie wszystkich typowych przypadłości ciężarnej pt. mdłości, senność itp... a okazuje się, że owe dolegliwości jak najbardziej wskazują na to, że ciąża przebiega prawidłowo:) Poza tym, dowiedziałam się dzisiaj, że ze względu na "inne względy zdrowotne" w/w raczej nie dopuszcza myśli, że mogłabym rodzić siłami natury- tia...czyżbym miała zyskać kolejną bliznę??? się zobaczy....jeszcze... Oczywiście L-4 nadal...zbyt duże narażenie na choroby- zwłaszcza, że osobisty Ony przywlókł mi paskudne przeziębienie, co zaowocowało już uporczywym katarem i dyskomfortem w gardle... Płatne czy niepłatne badania prenatalne- oto jest pytanie- możnaby napisać parafrazująco...bowiem jeszcze wczoraj ( bo muszę dodać ,że zapobiegliwie mam zaklepane terminy w 2 miejscach jeden w Rudzie Śl., drugi w Katowicach) otrzymałam telefon z Katowic powiadamiający, że niestety, ale limity na ten rok się skończyły i moje badanie będzie płatne...hmm..niezbyt to radosna nowina, przy moim obecnym stanie finansów...nie zrezygnowałam jednak, bo cena za owe badania niższa niż w Rudzie. Jednakże Pani Gin poradziła mi jednak przeprowadzenie owych badań w Rudzie - nie będę cytować dlaczego , argumenty były przekonujące bardzo- więc po rozmowie z nią wykonałam telefon do Rudy celem potwierdzenia terminu i...dowiedziałam się, że powinno mi się udać wykonać je bezpłatnie- bowiem klinika uzyskała większy limit na ten rok i listopadowe badania powinny się załapać...normalnie karuzela...z tymi badaniami- teraz muszę zrezygnować z tych Katowic...ech:) Tak więc coś dla ciała zaliczone....a dzięki Zyskanej Tu Bratniej Duszy coś dla ducha też się zdarzy:) a zdarzy się tutaj i do tego zdarzy się to dziś. Fasolek posłucha sobie dobrego jazzu:) i się bardzo cieszę, bo nie dość ,że się wyrwę z domu i "odchamię", to jeszcze spędzę czas w miłym mi bardzo towarzystwie:) Gdyby to był tydzień pracowy;) napisałabym ,że piękne to zakończenie ciężkiego tygodnia...a tak napiszę, że to nagroda za dzielne, wytrwałe "wytrzymanie w domu":)))))))))))))))
poniedziałek, 02 listopada 2009
Czas płynie
sobie w rytmie sobie tylko znanym- raz za wolno, innym razem za szybko. Czas kobiety wczesnociężarnej ;) ma ściśły rytm- oparty na jej samopoczuciu;) Nigdy nie byłam tak egoistycznie nastawiona do życia jak teraz....w zasadzie, gdy mnie NIE MULI świat jest przychylny, cudny i w ogóle fiołkowo mi...ale gdy MULI...to o niczym nie potrafię myśleć logicznie- jedyne na czym się skupiam- to NIECH TO SIĘ SKOŃCZY... jeszcze trochę i skończy się pierwszy trymestr....i mam nadzieję pożegnać owe nieprzyjemne dolegliwości NA ZAWSZE... ja nie wiem czy to cud niepamięci czy naprawdę PRZEDTEM przechodziłam ciąże lajtowo... generalnie to chce mi się "spać"naprzemnnie z "jeść"...z napojów toleruję tylko herbatę z cytryną i o dziwo z cukrem...moje ukochane zielone herbatki wywołują jakże niepożądane mdłości... No narzekam sobie...mam świadomość ,że powinnam tu pisać o cudzie hodowania Fasolka vel Fasolki...ale reality show niestety nie jest tak sielankowo piękne... tak więc wysłanie mnie na L-4 przez zapobiegliwą Panią Gin...było dość przemyślanym posunięciem zwłaszcza z moim nadwęchem i generalnie nadwrażliwością na doznania nie tylko zapachowe ale i wzrokowe... zresztą koledzy straszliwie troszczą się bym NIE WRACAŁA- podzielony został MÓJ TEREN ( za premie haha- stąd ta troska zapewne;) )... w każdym razie nie chcą mnie w pracy:( i mam tylko nadzieję, że to naprawdę ze względu na mój stan a nie jakieś inne powody...tia... tak więc obecny czas nie jest jakoś szczególnie fascynujący, wydarzenia nie poganiają kolejnych...to już nie karuzela jak onegdaj i jeszcze nie przyzwyczaiłam się do tego ( jak dla mnie) nadmiernego spokoju i poukładania... no i czytając Stokrotkę...wiem ,że powinnam rozkoszować się tym sielankowym czasem na zapas...ale jakoś nie mogę.... na razie jestem niewolnicą własnego organizmu- co nieco mnie przytłacza.... tak więc apeluję do Fasolka o poprawę w drugim trymestrze;)... i to na tyle no naprawdę nie mam o czym pisać... czuję się totalnie ograniczona..bleh
wtorek, 27 października 2009
Poszalałam
...sobie:) Doczekałam się w końcu zasilenia tego jakże mało inteligentnego konta...w przygotowaniach przeglądałam namiętnie allegrowe strony z....ciuchami- wiadomo-ciążowymi... bo jakoś tak jest ,że te allegrowe są o wiele tańsze niż to co proponują sklepy- to jest oburzające tak obdzierać ze skóry i ostatnich pieniędzy ciężarówki... no i tylko ujrzałam owe środki...i bach...na allegro... wczoraj przegrałam licytowane portki- całkiem fajne... a dziś porannie...nabyłam sobie...spódnicę...za jedyne 39 zł.- oczywiści allegrową... ale jakoś te inne ciuchy, jeansy i takie tam nie przemawiają do mnie- zbyt wielka ma obawa, że będą niekoniecznie dobre na mnie....więc jedyne szaleństwo to ta spódnica tak więc skoro plany zakupowe w zasadzie nie wypaliły- w porywie wybralam się do...fryzjera:) przy okazji regulacja brwi i od razu poczułam się piękniejsza:) później wyruszyłam do pobliskich "budkowych" sklepów...no i....zaczęło się... boszsz...no przecudna tunika...jedyna taka...mogę ją nosić teraz i gdy brzuch się rozrośnie i zapewne po ciąży...piękna z przecudnym szalikiem...w kolorze gołebio-szaro-stalowym- i tak nie potrafię oddać tego koloru;)- bagatela 45 zł i jeszcze golf- co będze rósł ze mną:) w kolorze śliwki tylko 25 zł i zapewne wrócę tam jeszcze po kolejny:) i do tego pytaniePani Ze Sklepu: - a to Pani pierwsze maleństwo będzie? na to ja- a gdzie tam....ja mam już dorosłe dzieci - dorosłe???? zapytanie z niedowierzaniem.... - no tak, Najstarsza ma już 21 lat a Najmłodsza 17 - boszsz....ja bym nigdy nie powiedziała, że Pani ma dorosłe dzieci, góra jakieś trzyletnie, ja przepraszam ale muszę zapytać ile ma Pani lat? - tyle i tyle- odpowiedziałam zgodnie z prawdą- albowiem zapytała mnie kobita starsza ode mnie... - o matko- jęk- to ja jestem MŁODSZA od pani a wyglądam jak stara baba- no niech pani popatrzy...aż się wierzyć nie chce... Na to ja: no i teraz ma Pani wierną klientkę;) :D będę tu wracać :) a tak swoją drogą "budkowy sklep" okazał się strzałem w dziesiątkę- bo tu naprawdę są fajne i porządne ciuchy:) no będę wracać i już:) i nie powiem jakoś wyjątkowo mam dobry humor:)))))))) a po południu jadę do szkoły Najmłodszej- na jakieś zebranie w sprawie "wymian" czy coś;)
środa, 21 października 2009
Nie te lata
że tak określę, latka swoje robią i generalnie jestem wkurzona ,że jest mi to tak bezczelnie przypominane przez własny, osobisty organizm. Ostatnio bowiem towarzyszy mi nieustanny stan zmęczenia , jakakolwiek czynność wymagająca więcej wysiłku jak chociażby szorowanie pastą BHP ( to taki nowatorski sposób;)) linoleum w sypialni, odleżane przez ponad godzinę...cały dzień trwało sprzątanie owego a więc późniejsze dobłyszczenie podłogi, posegregowanie ciuchów w szafie, umycie klosza - dobrze ,że ta drabinka wciąż jest w miszkaniu....przerywane napadami złego samopoczucia... no jasna ciasna - fasolek/ka wymusza lenistwo czy tego chcę czy nie... rzecz jasna pokazały się nieznane mi dotąd poranne , sporadycznie dzienne i wieczorne mdłości...co nie należy do doświadczeń przyjemnych.... tak więc obecnie nie czuję się szczególnie szczęśliwa... brzuch się zastraszająco szybko powiększa, że już teraz boję się myśleć jakie osiągnie gabaryty "na koniec" - no jak nic będę gruuubaaaa...jak nigdy przedtem...wieloryb...będzie mnie lepiej przeskoczyć jak obejść...o-matko-jedyna... siedzenie w domu nie podoba mi się wcale...żebym choć mogła umyć te brudne okna, albo kuchnię doprowadzić do porządku... takich "albo" jest więcej....ale nie mogę...bo mi ciało nieposłuszne o tym przypomina... no i jak widać włażę tutaj po to by marudzić...zamiast dzielić się radością, tryskać energią i ogólnym podnieceniem.... ach i mam wyznaczone pierwsze badania prenatalne na 23 listopada...może wtedy pozwolę sobie na bezwarunkową radość.... bo tak na razie to zwyczajnie boję się cieszyć.... a pozytywów nareszcie mam zrobioną sypialnię...wytapetowana, czysta, umeblowana, wykładzina doprowadzona do czystości jakiej przedtem nie widziałam- prawie jak nowa...wstępnie wypracowane miejsce na łóżeczko i inne akcesoria....ach to NAPRAWDĘ mnie cieszy:) i to na tyle a swoją drogą czas "na zwolnieniu" z jednej strony dłuży się jak flaki z olejem a z drugiej pędzi niczym wiatr porywisty- ot paradoks
poniedziałek, 19 października 2009
Wolna
no i jak się rozpoczęło wolne??? ano nijak, bo: musiałam jechać do lekarza sprostować błędnie wystawione zwolnienie...a lekarz jest na drugim końcu Miasta Mego... stamtąd już z poprawionym papierkiem do ...pracy... w pracy pokończenie jeszcze kilku spraw- by nie zostawiać kolegom problemów.... a tam okazało się ,że Szefowa zakłada ,że już mnie nie będzie...teren podzielony...prawie...mam dbać o siebie...phi... usiłuję się zapisać na badania prenatalne- jak dotąd bezskutecznie...albo telefon jest wolny i nikt nie odbiera albo zajęty...ciekawe ... jest mi zimno koleżanka pracowa dała mi lektur do czytania oczywiście ciąża, poród i takie tam - dam Onemu niech się dokształci- wszak to Jego pierwsze...a ja...pooglądam ...obrazki;) boli mnie brzuch a chyba nie powinien... i generalnie dziś mam dzień pt. kiepskie samopoczucie...co niestety wygląd potwierdza...ech... położę się- przecież mam wypoczywać prawda?
piątek, 16 października 2009
Stuk puk to ja serce
aaachhhh....i ooochhhh... Pani ginekolożka jest po prostu C U D O W N A boszsz... i wszystko jest ok i jest już termin i jest początek 8 tygodnia i słyszałam bijące jak dzwon serduszko... i Fasolka/ę widziałam i się ma dobrze... i.. zostałam zmuszona do zwolnienia...bo w moim wieku to trzeba bardziej dbać...i wg literatury to ciąża zagrożona a przy mojej specyfice pracy to już na 200%... w każdym razie jest DOBRZE i jakoś mi lżej:))))))))))
|